woman taking selfie photo

Po pięćdziesiątce

Latka lecą. Zmartwienia, codzienne problemy, żywa mimika twarzy, spanie na brzuchu, uciskanie twarzy podczas snu poduszką, używki; alkohol, papierosy, opalanie w pełnym słońcu, nocne imprezy – wszystko mam wymalowane na twarzy. Nie żalę się; przecież gdyby nie było mi dane tego przeżyć to bym teraz tego nie doświadczała.


Cyk, i mam pięćdziesiąt lat, całe pół wieku. Nie smucę się, ale przecież trzeba coś zrobić z niemłodą twarzą, twarzą z doświadczeniami.
Na twarzy malują się sińce pod oczami, worki. Opadające powieki tworzą smutnawy wyraz oblicza. Siwiejące, przerzedzone rzęsy i brwi trzeba poprawiać u sprawnej kosmetyczki.
Tak zwane „chomiki”, opadający owal twarzy, lwia bruzda, niejednolity koloryt cery, przesuszona, papierowa skóra, zwiotczała szyja. Uff, dużo tego jest.
Podstawa to diagnostyka. Wiem, że ma suchą skórę. Sucha skóra to niestety szybsze starzenie, braki naturalnego nawilżania, niewystarczająca praca gruczołów łojowych.
Najpierw drobny piling. Drobny, aby nie uszkodzić cienkiego naskórka. Najbardziej korzystny będzie jednak piling enzymatyczny. Piling usunie zrogowaciały, martwy naskórek, przygotuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.
Warto przetrzeć twarz tonikiem. Potem relaks z odżywczą maseczką dla kobiet 50 plus. Czekam aż maseczka całkowicie się wchłonie. Przesuszona skóra dosłownie będzie „piła” składniki z maseczki. Ten zabieg dobrze jest powtarzać dwa razy w tygodniu.
Do codziennej pielęgnacji na dzień i na noc stosuję dobry krem. Dla suchej skóry korzystniejszy jest cięższy krem, półtłusty lub tłusty krem. Konieczne jest nie tylko nawilżanie, ale także natłuszczanie.
Dobry krem to taki, który ma dużo łatwo przyswajalnych mikroelementów, najlepiej jedynie naturalne składniki. Krem, który łatwo się wchłania
Kupuję takie kremy, kosmetyki, dobry kosmetyk nie musi być wcale drogi.

Dodaj komentarz